Nasz nauczyciel telewizor

Kiedy było mi jeszcze bardzo daleko do wychowywania własnego potomstwa byłam zagorzałą przeciwniczką włączania małym dzieciom bajek czy w ogóle oglądania z dzieckiem telewizji. Nawet kiedy urodziła się Bibi przez wiele miesięcy (może około roku) nie wiedziała co to jest telewizor, bo po prostu nigdy nie był przy niej włączony, a że sama bardzo rzadko oglądam cokolwiek nie stanowiło to najmniejszego problemu. Nie mogłam też uwierzyć  i byłam wręcz zniesmaczona, kiedy Bibi otrzymała w prezencie od naszej rodziny płyty DVD już jak miała 4 miesiące, wszak nie-oglądanie z dzieckiem telewizji to sprawa prawie ideologiczna!

W mojej niechęci do telewizji kierowałam się głównie badaniami i artykułami przytaczanymi przez logopedów na kursach na które chodziłam wiele lat temu w Londynie. Ich stanowisko było jasne: oglądanie telewizji nie przynosi dzieciom żadnych korzyści i może wpłynąć negatywnie na ich rozwój, zwłaszcza na rozwój mowy. Jednak w ciągu ostatniego roku odeszłam zupełnie od tak bezkompromisowego podejścia do telewizji. Obserwując moją córkę mogę powiedzieć z przekonaniem, że odpowiedni rodzaj programów dla dzieci, w odpowiednich dawkach i w odpowiednim czasie może być korzystny, wzbogaca język i może się świetnie sprawdzić jako pomoc w nauce języków.

U nas moment przełomowy (czytaj: chwila słabości) przyszedł kiedy i ja i tata Bibi byliśmy chorzy. Wtedy po raz pierwszy włączyliśmy jej płytę o zwierzętach, którą kiedyś dostała od babci. Oczywiście przyjeła to z ogromnym zainteresowaniem, a my mogliśmy chwilę odsapnąć. Później włączałam jej tę płytę wielokrotnie i zauważyłam, że właśnie z niej nauczyła się pewnych wyrazów i nazw zwierząt.

Nasza kolekcja DVD sporo urosła od tamtego czasu, a od lipca jedną z ulubionych bajek Bibi jest Dora the Explorer produkowana przez Nickelodeon. I właśnie ta bajka jest świetnym przykładem na to, że dzieci mogą się z telewizji czegoś nauczyć.

Dora to mała dziewczynka, która w każdym odcinku swoich przygód ma do rozwiązania jakąś zagadkę albo musi komuś pomóc. Pomagają jej w tym jej przyjaciele, zwłaszcza małpka Boots. Z założenia bajka ma zachęcić dzieci do aktywności ruchowej (to akurat średnio się sprawdza, ale ja dla zachęcenia mojej córki do sprawności ruchowej biorę ją na plac zabaw lub na rower) i promować otwartość na wielokulturowość i inne języki – niektóre postacie w bajce mówią po hiszpańsku a sama Dora jest Latynoską.  My oglądamy tę bajkę tylko w oryginale, ale jest również polska wersja (Dora Odkrywa Świat), w której Dora mówi po polsku i po angielsku. Z tego co wiem można ją obejrzeć w niedzielę rano.

Wiele nowych słów weszło do słownika Bibi właśnie poprzez oglądanie Dory, m.in. spooky, spooky cave, iguana, blueberries, ladder, to climb a ladder, to rescue. Ponadto nauczyła się kilku wyrażeń i liczyć do sześciu po hiszpańsku, a co najważniejsze ma świadomość, że istnieje jeszcze jakiś inny język oprócz tych, które słyszy na codzień. Nie twierdzę oczywiście, że to wszystko miałoby miejsce, gdyby nie było w tym i naszego udziału. My też oglądamy Dorę, czytamy książeczki z Dorą, rozmawiamy o jej przygodach i liczymy po hiszpańsku. Absolutnie nic na siłę – to po prostu taka zabawa. Nie mamy też wobec Bibi planów, żeby nauczyła się właśnie hiszpańskiego, ani tym bardziej nie spodziewamy się, że jakimś cudem poprzez oglądanie przygód Dory osiągnie w hiszpańskim płynność językową. Jednak taka bajka to świetny sposób na naukę przez zabawę i może się świetnie sprawdzić dla tych, którzy chcą, aby ich dziecko nauczyło się kolejnego języka.

Muszę jednak zaznaczyć, że pisząc o edukacyjnych zaletach niektórych programów dla dzieci absolutnie nie mam na myśli wszystkiego co jest pokazywane w telewizji, ani nie promuję sadzania niemowlęcia przed ekranem na pół dnia w celach edukacyjnych (dla niemowlęcia) i wypoczynkowych (dla rodzica). Tutaj absolutnie zgadzam się z opiniami logopedów: ciągłe oglądanie i brak rozmów z rodzicami rzeczywiście może wpłynąć negatywnie na rozwój mowy. Widzę również jak włączony non-stop telewizor (czy radio) podczas gdy w domu jest niemowlę może opóźniać rozwój mowy – mówiąc kolokwialnie dziecku jest po prostu trudniej wyłapać słowa z panującego wokół szumu. Tak więc, telewizor jako niania – absolutnie nie, ale telewizor jako pomoc do nauki i zabawy – jak najbardziej!

Ten wpis został opublikowany w kategorii dwujęzyczne wychowanie, nauka języków i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nasz nauczyciel telewizor

  1. ada pisze:

    witam!
    jako że jestem nauczycielem psychologiczno/pedagogiczno/logopedyczne teorie spiskowe dotyczące oglądania przez dzieci telewizji są mi dobrze znane. niestety nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością, czego dowodzi chociażby treść twojego wpisu. oglądanie bajek (oczywiście-ważne- jakich) ma rozwijający wpływ na nasze dzieci czy się to komuś podoba czy nie.
    dziecku potrzebne są bodźce różnego rodzaju i uważam że nie ma tragedii gdy „bajka” jest tylko jednym z nich. myślę że to samo dotyczy gier komputerowych.
    niepotrzebne demonizowanie tych mediów (a co: niechże obok tej nauki będzie i przyjemność, która często i tak jest kształcąca) to trochę taka poprawność polityczna. staram się oczywiście kontrolować czas przed telewizorem mojego najmłodszego dziecka ale bycie policjantem to najłatwiejszy aspekt bycia rodzicem. o wiele trudniej jest zadbać o jakość czasu spędzanego z własnym dzieckiem, który w moim przekonaniu też wcale nie musi być z założenia edukacyjny (choć u nas często jest- uczenie mam we krwi).
    wracając do rozwoju mowy u moich dzieci. pomimo że – podobnie jak u ciebie- moje ambicje domu bez telewizora spełzły na niczym, a także – o zgrozo – moje dzieci z zamiłowaniem i najczęściej wielokrotnie oglądały swoje ulubione bajki, u całej trójki z mową nie było żadnych problemów.
    bardzo szybko (jeszcze przed rokiem) zaczęły mówić, zdania sprawnie budowały już ok 2rż. Moja trzyletnia córka od dawna potrafi bez problemu komunikować uczucia i abstrakcję („jestem zaniepokojona” w prawidłowym kontekście. 🙂
    oczywiśćie jesteśmy rodzicami przejętymi rozwojem naszych dzieci – spędzajmy z nimi czas świadomie- nawet oglądając wspólnie bajki i nie bójmy się że to ruina dla ich rozwoju. to przesada.
    swoją drogą sto lat temu kinematograf też uważany był za szatański wynalazek…
    p.s.
    aktualnie dora i jej brat cioteczny diego to ulubieni bogaterowie mojej córeczki.
    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s